"Łowiec Polski" - numer 12/2018
Temat miesiąca

Rewiry nad Bzurą

Mamy w skali kraju tylko kilka łowisk, gdzie w sezonie strzela się blisko 300 zajęcy. W jednym z nich gospodarują myśliwi z sochaczewskiego koła „Bzura”, które w tym roku obchodzi jubileusz 65-lecia. W rozmowie z „Łowcem Polskim” myśliwi zdradzają tajemnicę swojego sukcesu oraz podpowiadają, jak zorganizować polowanie na szaraki!

Polowanie zbiorowe przypomina teatr, a każdy spektakl powinien mieć właściwą dramaturgię. W kole „Bzura” dba o nią prezes Romuald Ozimek. Rozprowadzając myśliwych, komentuje: „Za to stanowisko bez wahania daję pięć złotych”, „Ty, kolego, nawet nie ładuj broni”, „Po tym pędzeniu z pewnością zostaniesz królem – albo pudlarzy, albo polowania”. Mówi tak pół żartem, pół serio. Każde łowy są nieprzewidywalne, ale wiadomo, że prezes sprawuje swoją funkcję nieprzerwanie od 1979 roku, łowisko zna jak własną kieszeń i doskonale orientuje się, którędy będą pomykać ruszone z kotlin szaraki.

Rzecz jasna pędzone przez nagankę uciekają najchętniej pod górkę, poruszając się zwykle wzdłuż bruzd (dlatego zaoranych pól nigdy nie pędzi się w poprzek), a zmierzają zazwyczaj w stronę remiz czy pasów zakrzaczeń. Tajemnicą pozostaje natomiast, dlaczego zajęcze przesmyki wiodą na przykład przy samotnej gruszy czy w miejscu, które niczym się nie wyróżnia. Wiedzę o tych przyzwyczajeniach zdobywa się tylko dzięki praktyce.

Łowy na szachownicy
Szczęśliwcy, którzy zostali zaproszeni na polowanie do koła „Bzura”, otrzymują niezwykłą okazję do odbycia podróży w czasie. Stają na stanowisku w obwodzie o powierzchni nieco ponad 6 tys. ha, gdzie wciąż dominuje tak pożądana przez zwierzynę drobną mozaika upraw i gdzie cały czas spotyka się coraz rzadsze w polskim krajobrazie rolniczym miedze. Jak zapewnia prezes Ozimek, w ich łowisku od drugiej wojny światowej nie zaorano ani jednej!

Przeciętne gospodarstwo ma powierzchnię około 12 ha, a rolnicy niezmiennie uprawiają ziemniaki, kapustę, brokuły, brukselkę, marchew oraz plantacje czarnych porzeczek i aronii. Pod miedzami – zgodnie z przysłowiem – siedzą cicho zające, chroniąc się przed skrzydlatymi drapieżnikami i mając łatwy dostęp do niezbędnych w swej diecie ziół i traw. Uprawiana jest również kukurydza, ale czarny zwierz – który nie gardzi przecież smaczną zajęczą dziczyzną – nie znajduje w łowisku bezpiecznej ostoi. W ubiegłym sezonie na terenie obwodu strzelono zaledwie dwa dziki, co może dowodzić, że nie sposób, aby w rewirach było wszystko naraz – zarówno kuropatwy, bażanty oraz zające, jak i liczne watahy.

Całej zwierzynie drobnej sprzyja również fakt, że rolnicy uprawiają zboża ozime oraz sieją poplony (rzepak i gorczycę). Pola nie są więc zimą puste – zwierzynie drobnej nie grozi głód, a i presja drapieżników zostaje złagodzona. W celu urozmaicenia menu zające odwiedzają sady jabłoniowe, gdzie ogryzają korę z gałęzi pozostawionych po przycięciu drzewek owocowych.

  Resztę artykułu przeczytasz w pełnym wydaniu "Łowca Polskiego"

 

Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone