"Łowiec Polski" - numer 7/2018
Polowanie i myśliwy

Papież na ambonie

Jeżeli akurat nie spieszy z pomocą cierpiącym, to poluje – najchętniej na zwierzynę grubą. Kolekcjonuje wizerunki świętego Huberta. Kto taki? Papież. Antoni Papież.

Antoniego poznałem wiele lat temu. Jest szanowanym lekarzem, a w naszym środowisku autorytetem nie tylko w dziedzinie kolekcjonerstwa. Wielu myśliwych ma u niego dług wdzięczności, ponieważ zawsze bezinteresownie wszystkim pomaga. Urodził się w Nowym Sączu i choć przez 17 lat pracował na Śląsku, pozostał góralem z krwi i kości. Jednym zdaniem: bardzo skromny człowiek z wielkim sercem!

Niekiedy mam wrażenie, że znają go wszyscy. Anegdot i opowieści z jego udziałem krąży mnóstwo, ale na początek pozwolę sobie opisać chyba najzabawniejszą, związaną z jego nazwiskiem.

Bankiet trwał w najlepsze, a fundatorem był Kazimierz Szabla, ówczes­ny szef Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach, który właśnie obronił doktorat. Liczni koledzy po strzelbie (niektórzy zajmujący eksponowane stanowiska w rządzie) i leśnicy składali życzenia, dzwoniąc do renomowanej krakowskiej restauracji, gdzie na koszt pana Kazimierza wznoszono puchary i kosztowano dań z dziczyzny. Kelner kursował z telefonem i – po krakowsku honorując tytulaturę – co chwila anonsował: „Panie doktorze, dzwoni pan poseł…”. Albo: „Pan prezes pragnie powinszować panu doktorowi…”. Albo: „Przy aparacie pan dziekan Wydziału Leśnego…”. Za którymś razem poczciwy kelner zaniemówił, gdyż w słuchawce usłyszał ni mniej, ni więcej tylko: „Tu Papież” (a nasz wielki rodak zasiadał jeszcze wówczas na Stolicy Piotrowej). Gdy kelner wszedł do sali, gardło miał ściś­nięte. W końcu zdołał jednak z siebie wydusić: „Watykan na linii”. „Ach, to Ojciec Święty – ucieszył się pan Szabla. – Jestem zaszczycony, że Wasza Świętobliwość o mnie pamięta”. Swobodny ton rozmowy spotęgował tylko wrażenie i oczy współbiesiadników zrobiły się wielkie niczym pięciozłotówki z rybakiem. „Dziękuję z serca za zaproszenie i do rychłego zobaczenia. Z Panem Bogiem” – zakończył pan Kazimierz i na powrót chwycił sztućce. „Co się tak dziwicie? – spytał, przypatrując się twarzom osłupiałych kolegów. – Przyjaźnimy się od lat”. Zapomniał tylko dodać, że życzenia odebrał nie od papieża Jana Pawła II, lecz od Papieża Antoniego, znakomitego chirurga ortopedy i świetnego myśliwego (notabene wyznania rzymskokatolickiego).

  Resztę artykułu przeczytasz w pełnym wydaniu "Łowca Polskiego"

 

Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone