"Łowiec Polski" - numer 5/2018
Polowanie i myśliwy

Krok od wieczności

Myślimy: „trofeistyka” – mówimy: „Jasiewicz”. Bohdan w tym miesiącu kończy 85 lat, ale jako myśliwy nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Właśnie przygotowuje do wydania swoje wspomnienia – nie tylko z polowań, ale również z czasu, gdy był naczelnym redaktorem naszego miesięcznika.

Jego znak to pędzący raby odyniaszek. Koledzy utrzymują, że po raz pierwszy ta charakterystyczna grafika pojawia się pośród innych naskalnych malowideł o tematyce myśliwskiej w słynnej grocie Lascaux. Jednak Bohdan Jasiewicz stanowczo dementuje, że polował już w paleolicie, i szykuje się do świętowania odrobinę skromniejszego jubileuszu – dwustupięćdziesięciolecia. Jak to możliwe? Zsumujmy: w maju skończy 85 lat. Wkrótce później minie 70. rocznica wstąpienia do PZŁ i 50-lecie członkostwa w kole „Lot-Haz”, a jeśli doliczymy jeszcze kilka dekad praktyki w preparowaniu trofeów łowieckich (i drugie tyle w produkcji renomowanych nalewek), okaże się, że do nieśmiertelności jeden krok…

Jakim sposobem można zachować taką werwę? W czym tkwi sekret niezaspokojonego apetytu na życie? Jak ustrzegł się nudy, w którą wielu ludzi popada? Receptę Bohdan podaje bez wahania: mało spać, dużo śnić, a sny konsekwentnie realizować!

Jest człowiekiem wielu pasji: sportowcem (zakochanym w swobodnym nurkowaniu i żeglarstwie), fotografem, a nade wszystko – myśliwym. Nieodżałowanej pamięci Arkady Brzezicki napisał o Bohdanie: „Wszystko, co w życiu robi i do czego zmierza, jest łowiectwem najwyższej próby. W polowaniu zwykle ma na uwadze nie tylko cel ostateczny – strzał unieruchamiający zwierza, ale wszystko to, co jest z łowami związane, co stanowi ich piękno, istotę i moc”.

Jako były naczelny „Łowca Polskiego” potrafi doskonale oddać nastrój polowania, a opowiada ze swadą, sypiąc anegdotami i puentując historie w zaskakujący sposób. Dlatego każdy, kto słuchał Bohdana i patrzył na zdobyte przez niego kapitalne dzicze oręża, oryginalne myłkusy czy imponujące rosochy, może mówić o szczęściu.

Ostatni z II Rzeczypospolitej
Urodził się w wolnym kraju, gdzie nikt nikomu nie dyktował, w jakim duchu ma wychowywać swoje dzieci. Dlatego może dziś powtórzyć za Mickiewiczem: „Kto z nas tych lat nie pomni, gdy, młode pacholę,/ Ze strzelbą na ramieniu świszcząc szedł na pole”. Pole to rozciągało się tuż za domem, który ojcu – Adamowi Jasiewiczowi – przydzielono, gdy w 1935 roku objął posadę naczelnika Urzędu Skarbowego w Wyrzysku nieopodal Nakła. Wystarczyło przejść drogę (tę samą, którą 2 września 1939 roku nadjechały niemieckie czołgi), wdrapać się na skarpę i już można było ładować śrutówkę.

  Resztę artykułu przeczytasz w pełnym wydaniu "Łowca Polskiego"

 

Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone