"Łowiec Polski" - numer 12/2017
Kynologia

Najlepszy przyjaciel

Mało kto bardziej niż myśliwi potrafi docenić i zrozumieć rolę psów na tym świecie. Od wielu tysięcy lat te oddane czworonogi idą z człowiekiem noga w nogę, pomagając mu w łowach i broniąc go przed niebezpieczeństwem. W zamian za to otrzymują pożywienie, schronienie i miłość.

Patrząc na przykład na jamnika i na wyżła, trudno uwierzyć, że mają one ze sobą cokolwiek wspólnego. Razem jednak należą do gatunku Canis familiaris i pochodzą od tego samego przodka – według dużej części naukowców wilka. W każdym razie teorii udomowienia psa i wyodrębnienia się go jako gatunku jest wiele i tak naprawdę żadna z nich nie jest pewna. Ponad wszelką wątpliwość wiadomo tyle, że pies przystał do człowieka dlatego, iż razem osiągali lepsze efekty na polowaniu. I tak jest do dziś!

Na początku był tropowiec
Dzikie psy najprawdopodobniej same wybrały towarzystwo człowieka. Oczywiście istnieje też teoria przeciwstawna, mówiąca, że to najpierw Homo sapiens zabierał z gniazd szczeniaki i próbował je oswajać, ale wydaje się ona mniej wiarygodna. Najprawdopodobniej wyglądało to tak, że dzikie psy „kręciły” się przy człowieku z powodu pozostawianych resztek jedzenia po upolowanej zwierzynie. Człowiek tych niegroźnych dla niego czworonogów nie przeganiał, ponieważ szybko zauważył, że są one pomocne w łowach.

Już wtedy istniały takie zdobycze techniki myśliwskiej, jak włócznie i łuki, po których jednak – jak to się teraz mówi – zwierzyna nie zostawała „w ogniu”, tylko uchodziła bardzo daleko. Podążanie sfarbowanym tropem bez dobrego posokowca – jak wiadomo – nie jest proste, więc dużo zranionej zwierzyny przepadało niepodniesionej. Było to ze wszech miar niepraktyczne i nieetyczne. Trapiło to ówczesnych łowców niesłychanie i mimo nieustannego doskonalenia się w sztuce tropienia po farbie efekty ciągle były mizerne, zwłaszcza na czarnej stopie. No i wówczas przyszły z pomocą kręcące się w pobliżu czworonożne stworzenia, które dojadały resztki z obiadu. Okazało się, że bardzo dobrze trzymają trop i chętnie idą po farbie. Kiedy szło się za nimi, to bezbłędnie doprowadzały do upolowanej zwierzyny. Mało tego, jeśli dany zwierz żył i miał siłę uciekać, to owe stworzenia potrafiły go osaczyć i przytrzymać w miejscu, aż do nadejścia ludzi, którzy kończyli jej cierpienia.

  Resztę artykułu przeczytasz w pełnym wydaniu "Łowca Polskiego"

 

Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone