"Łowiec Polski" - numer 2/2010
Polowanie i myśliwy
Kolizje drogowe z udziałem dzikich zwierząt zdarzają się codziennie. Niekiedy dochodzi do tragedii. Giną zwierzęta i ludzie, a samochody nadają się tylko na złom. Czy zdarzenia te rodzą jakieś skutki prawne dla kół łowieckich? Zazwyczaj nie, ale czasem tak. Spory kompleks leśny w centralnej Polsce. Obrzeżem biegnie asfaltowa droga. Łączy przysiółek z siedzibą gminy. Wieczór. Szosą pomyka fiat cinquecento. Za kierownicą młoda kobieta. Droga pełna dziur, fiacik jedzie wolno. Nagle zza krzaka wyskakuje sarna. Żadnych szans na jakikolwiek manewr. Dziewczyna odruchowo wciska hamulec, ale wóz uderza w kozę. Skutki opłakane. Kobieta lekko ranna po uderzeniu głową w kierownicę. Auto zmasakrowane. Rozbita szyba, wgnieciona maska silnika, urwane przednie plastiki.
Kierowca miejscowy. Wie, że droga należy do gminy. Szosa bez znaku „Uwaga, dzikie zwierzęta”. Właścicielka opisuje zdarzenie i żąda od wójta odszkodowania. Twierdzi, że się jej należy, bo do kolizji doszło na drodze zarządzanej właśnie przez gminę. Zarządca powinien wystawić właściwy znak drogowy. Nie uprzedził kierowcy o grożącym niebezpieczeństwie i doszło do wypadku. Wójt jednak nie chce płacić. Zrzuca odpowiedzialność na miejscowe koło łowieckie. W swoim piśmie podnosi, że skoro koło gospodaruje zwierzyną i czerpie z tego zyski, to tę szkodę właśnie koło musi pokryć. I tu wójt się myli.
Resztę artykułu przeczytasz w papierowym wydaniu "Łowca Polskiego"
|
|